Góry przykryte śniegiem zmieniają się nie do poznania. Stawy znikają pod warstwą lodu, a roślinność pokrywa biały szron. Znane na pamięć szlaki pozwalają odkryć się na nowo. Zimowe wyjście w góry wymaga jednak dobrego przygotowania i dopasowania planów do warunków pogodowych. Te na szczęście okazały się bardzo przychylne pod koniec grudnia, gdy wybraliśmy się na trekking podczas którego udało nam się zdobyć Beskid i Kasprowy Wierch zimą.
Spis treści
Kuźnice – Hala Gąsienicowa
Na żółty szlak z Kuźnic do Przełęczy między Kopami wchodzimy chwilę przed godziną 7. Przez pierwsze kilka minut korzystamy z latarek, jednak bardzo szybko robi się wystarczająco jasno, by je zgasić. Cała biała i niesamowicie cicha Dolina Jaworzynka robi magiczne wrażenie.

Gdy szlak zaczyna piąć się nieco w górę zakładamy raczki. Mimo, że śniegu nie jest wiele to są one bardzo pomocne. Po chwili wspinaczki za plecami wyłania się Gubałówka, a w oddali Babia Góra, obie wystające ponad niskie chmury (prawdopodobnie w mieszance z podhalańskim smogiem).


Po nieco ponad godzinie meldujemy na Hali Gąsienicowej, gdzie wstępujemy do Schroniska Murowaniec.

Czarny Staw Gąsienicowy
Po chwili przerwy kierujemy się w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego, tu po raz pierwszy widzimy ostrzeżenie o lawinach. Tego dnia jednak ogłoszony był zaledwie 1 stopień zagrożenia lawinowego (w 5-stopniowej skali). Czarny Staw okazał się całkowicie zamarznięty, a dodatkowo przykryty cienką warstwą śniegu. Biała tafla w połączeniu z wyrastającymi dookoła ścianami gór wyglądała naprawdę świetnie.

Po powrocie na Halę Gąsienicową nareszcie zza chmur wyłania się słońce. Dodatkowo temperatura w okolicach zera stopni oraz minimalny wiaterek sprawiają, że decydujemy się na dalszą wędrówkę żółtym szlakiem w stronę Kasprowego Wierchu.

Szybko docieramy do nieczynnej dolnej stacji kolei krzesełkowej. Na stoku narciarskiem w Dolinie Gąsienicowej leży jedynie około 20cm śniegu, o wiele za mało na rozpoczęcie sezonu. W tym miejscu zaczyna się dość strome podejście. Szlak jest wydeptamy i prowadzi najpierw prosto wzdłuż stoku, a następnie trawersem nieco w prawo w kierunku Kasprowego Wierchu. Na ten odcinek zimą całkowicie niezbędne są przynajmniej raczki, przydatne mogą też być kije trekkingowe.


Beskid i Kasprowy Wierch
Po wejściu na Suchą Przełęcz kierujemy się najpierw kawałek w lewo na szczyt Beskidu (2012m n.p.m.), świetnego punktu widokowego z którego rozpościera się widok między innymi na Tatry Wysokie czy Czerwone Wierchy. Punkt ten jest również bardzo łatwo dostępny z kolejki na Kasprowy Wierch, jednak droga między szczytami jest zazwyczaj bardzo oblodzona, co wymaga zachowania szczególnej ostrożności i posiadania przynajmniej raczków. Mijaliśmy tłumy ludzi ślizgających się w butach całkowicie nieprzystosowanych do wyjść w góry.



W okolicach Beskidu, po stronie Słowackiej, spotkaliśmy także dwie Kozice.


Po przerwie na coś ciepłego do zjedzenia na szczycie Kasprowego Wierchu (1987m n.p.m.) nadszedł czas na zejście. Wybieramy szlak zielony do Kuźnic przez Myślenickie Turnie. Początek ponownie jest dość stromy, nawet bardziej od szlaku żółtego, którym wchodziliśmy w górę. Zdecydowanie brakowało nam kijów. Ścieżka jednak była dobrze wydeptana, czasami prowadziła zimowymi skrótami, omijając letnie zakręty. Nieco dalej nachylenie się zmniejszyło. Z pięknymi widokami na Dolinę Goryczkową, Czerwone Wierchy i Giewont zeszliśmy do samych Kuźnic.

Mapa i podsumowanie
Łącznie pokonaliśmy 20km w 7,5h (w tym 6h w ruchu) oraz 1236m przewyższenia.
Pokaż/ukryj mapę
Aby podążać naszą trasą wystarczy kliknąć w nią na powyższej mapie lub wejść pod ten adres. Następnie w serwisie mapy.cz można dodać trasy do ulubionych (polecam wówczas pobranie aplikacji mapy.cz na telefon, aby mieć mapy zawsze przy sobie) lub pobrać ślad GPX i wgrać na swój zegarek lub nawigację.
Kasprowy Wierch zimą jest zdecydowanie w zasięgu każdej aktywnej osoby, jednak w przypadku gorszej pogody odradzałbym ten szlak osobom z mniejszym zimowym doświadczeniem.



Zimowe Tatry kolejny raz pokazały swoją magię i gdyby były nieco bliżej Warszawy to byłbym tam zdecydowanie częściej. Mam jednak nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie tej zimy. Tymczasem zapraszam do innych moich wpisów o tematyce górskiej, na przykład do tego ze Szwajcarii i trekkingu pod Matterhornem. Do zobaczenia na szlaku!

Dodaj komentarz